Home Przeloty 500 z Konopek
500 z Konopek PDF Drukuj Email
Wpisany przez Tomo i Pachulak   

Normalną czcionką wypowiada się Tomo, kursywą wypowiada się Pachulak.

- Tomo, a może 300 z Konopek...? na dwóch Poisonach, he he... - rzucił Pachulak w maju. Miesiąc później robimy prawie 500.
W piątek, 6.06.2008 miał być ten dzień ale nie wyszło więc powtarzamy w sobotę. Szpeimy się o 11-tej. Kursanci kończą latać.

Raczej zaczynają, Tomo, bo glajty z dziwną łatwością utrzymują się w powietrzu mimo braku chmur, nie licząc tych daleko na horyzoncie. Zwlekasz ze startem!

Sobota 7.06.2008. (Źródło: http://rapidfire.sci.gsfc.nasa.gov/subsets/)

Start ok. 11:30, w błękit. Po holu szybko znajduję przyzwoite 2m/s, które przybiera na sile w miarę wysokości. Pachulak dolatuje w kominie obok. Delikatna inwersja na 1700m, potem jeszcze 250m do sufitu. Stadko bocianów pokazuje, że wyżej nie ma czego szukać. Lecimy w stronę szlaków ale widać, że będzie ciężko. Mamy do nich jakieś 40km.

***

Dajemy razem. Rafał odchodzi trochę do przodu, podczas gdy ja zostaję podkręcić. Znika mi z oczu na tle ziemi. Jest w dupie - rzeźbi nad stawami. Jeden komin do szlaków.

Jak zwykle się zapędziłem, wysokość ciągle topnieje a po drodze nic nie nosi. Rozglądam się. Przede mną pola, lasek i jakieś stawy - tam musi coś być! Dolatuję a tam nędzne 0,1 na uśredniaczu. Mam już tylko 500m, noszenie się urwało, rzucam się na las. Mam już tylko 200m. Rozglądam się, patrzę... bocian krąży jakieś 300m w głąb lasu. URATOWANY!!! Zaczynam kręcić. Tomo w tym momencie jest znikającym punktem gdzieś w kosmosie.
Mam ponad 1000m, patrzę na mapę w GPS a tu o KUR...de po wczorajszym locie nie włączyłem tracka. Przez gapiostwo "tracę" 40 km :-(

 

 

Witajcie chmury! Noszenia od 3 do 6m/s. Działa logicznie. Przed nami stumilowy las. Rafał wygrzebał się i jest kawałek za mną. Przed nami robi się piękny Cu, więc decydujemy się lecieć na dzidę, nad lasem - powinno dać radę. Podstawy na 2100m.

***

Młodzież leci przodem, gdy ja decyduję się wyborować dziurę w suficie. Za kilkanaście km znowu razem - pozioma odległość między nami maleje do zera za to, tym razem, w pionie dzieli nas jakies 1300m. Setny km. Walcz! - krzyczę do radia.

Toruń na horyzoncie. Słyszymy chłopaków z Borska i naszych z Konopek. Jumbo leci nad Drawskiem, Robert Machel w okolicach Szczecina. Ale jazda! Z tyłu za nami Kiciuś współpracuje z Piratem. Są na 45-60km. Pirat ciągle melduje, że podchodzi do lądowania. Jak się okaże będzie nas tak zwodził do 115km. Życiówa. Kiciuś 140 z okładem.

***

Chmury wszędzie, noszenia trochę jakby słabsze, ale ciągle działa jak należy. Sporo błękitu w stronę Wisły - tam gdzie musimy lecieć. Poisony są dzielne, więc decydujemy się na ryzyko. Na pewno coś złapiemy po drodze.

Lecę przodem, wciskam pierwszą belkę i kieruję się w stronę jakiś wielkich hal. Straciłem 1000 metrów, lecz pomysł z wygrzebaniem się nad fabryką nie wydał. Tomo jest nieco z tyłu, niżej. Zaczyna robić się nieciekawie. Dziś stawiam na lasy, mam nadzieje, że tym razem mnie nie zawiodą. Dolatuję. Mam 600m, mijam krawędź i po 15s jest. Mam stałe 3m/s, rozglądam się. Tomo z tyłu leci na rzęsach. Ma niecałe 300m. TOMO OGARNIJ SIĘ!!!

Potrzebuję wysokości. I to bardzo. Przed nami duży las, tam jest torunskie lotnisko, dalej trzeba skakać przez Wisłę. Pod nami teleskop obserwatorium. Jestem 200-300m poniżej Rafała. Fabryka i hale nie wydają. Liściu wlatuje nad las i krzyczy, że jest komin. Fajnie, ale mam 200m powietrza pod tyłkiem, wiatr jakieś 15-20km w plecy i powinienem rozglądać się za miejscem do lądowania. 140m. To chyba koniec. "Tomo, ogarnij się" - słyszę w radiu - "nie ma lądowania!" Wiszę od jakiegoś czasu nad nawietrzną granicą lasu. No musi się coś oderwać. Jest! 2-3-4m/s. Straciłem pół godziny ale gram dalej.

Tymczasem Rafał w kosmosie.

Dalej lecimy już osobno. Radio zdycha. Liściu zaczyna coś kombinować pod wiatr, podaje mi jakieś dziwne kierunki. Lecę z wiatrem. Ostatnia korespondencja jest na 180km. Jestem 7km za nim. OK, będzie 200 choćbym miał lądować na drzewach. Potrzebuję jeszcze dwa kominy. Popołudniem opadanie nad ziemią jest małe, byle pole daje noszenia. Musi się udać skoro udało się pod Toruniem.

 

Dochodzi 18-ta a ja nadal mam ponad 2500m. Staram się przebić jak najdalej, próbuję ominąć strefę Bydgoską. Lecę z bocznym wiatrem, patrzę z niedowierzaniem a na GPS. Już 180km!!! Jeszcze 20km i przekroczę kolejną setkę! Pode mną Żnin, ale tu nie mam zamiaru lądować i kieruję się dalej na NE. Przede mną Janowiec Wielkopolski, tu będę lądował.

Wylądowałem 205 km w linii prostej od Konopek! Z pola zabrał mnie Adam - miejscowy motoparalotniarz. Poczęstował zimnym browarkiem i odwiózł na dworzec PKP. O takim serwisie po lądowaniu można tylko pomarzyć :-) ...

...w tym czasie w stabilnym pięciometrowym kominie robię 2900m. I potem jeszcze raz ok. 19-tej. Z dwóch kominów przelatuję prawie 45km. Lądowanie o 19:30 przy drodze nr 5 Piła-Poznań, 238km po prostej z Konopek. Ok. 20-tej, Budzyń, miejscowość, w której lądowałem, produkuje ostatnią przyzwoitą chmurę. Gdybym przeczekał w zerkach (były!)... ech...

Powrót to temat na osobną opowieść z cyklu "Nocne życie na dworcach PKP". Umawiamy się z Rafałem na Dworcu Głównym w Poznaniu. 2:00 pospieszny do Warszawy, o 7:05 osobowy do Konopek i o 11:30 znowu stoimy podpięci do lin. To był magiczny dzień.

© Tomo, Pachulak

 

Stworzone dzięki Joomla!. Designed by: Joomla Template, mysql tables. Valid XHTML and CSS.