„Jedno oko na Maroko, drugie na Kaukaz” to jedno z wielu pogardliwych powiedzonek na temat choroby polegającej na nierównoległym ustawieniu gałek ocznych, czyli zeza. Czy jednak może ono być inspiracją do wyboru destynacji turystycznej dla podróży z paralotnią? Czemu nie.
Kaukaz zaliczyłem dwa lata temu przy okazji zawodów Pre-PWC w Armenii, czas więc polatać w Maroku.

Okazję do zrealizowania tego pomysłu znalazłem na początku września na paralotniowej grupie dyskusyjnej, na której pojawiło się ogłoszenie niejakiego Bojana z propozycją wyprawy do południowej części Maroka, gdzie w listopadzie jest na tyle ciepło, że można latać w krótkich ciuchach i zażywać kąpieli w oceanie. Krótka konsultacja z Anetą i decyzja – lecimy do Agadiru.

TripPo uzgodnieniu szczegółów z Bojanem, który okolice Sidi Ifni (nasz docel) zna od podszewki a co najważniejsze ma obczajone wszystkie miejscówki do latania, okazało się, że ekipa podróżników będzie sobie liczyła 16 osób (w tym tylko 5 paralotniarzy). Hmm, tu pojawiły się moje wątpliwości czy uda się codziennie namówić nielatającą część grupy do do jazdy pod startowiska. Wyprzedzając – obawy były nieuzasadnione.

Organizacja wyjazdu

18 maroko 0212 nocy śpimy w położonym na krawędzi klifu - hotelu Belle Vue w Sidi Ifni. Jedna noc w górach Atlasu i jedna noc w Marakeszu. Dysponujemy 4 autami wypożyczonymi na cały okres pobytu – bez nich nie byłoby możliwe obejrzenie tego co udało nam się zobaczyć. Codziennie rano przy wspólnym śniadaniu sprawdzamy prognozy pogody w celu wybrania odpowiedniej opcji wycieczkowo-paralotniowej. Przy czym priorytetem jest... latanie.

Zwiedzanie

Wymienię po prostu atrakcje, które umilały nam czas pomiędzy fruwaniem. Trzeba przy tym powiedzieć, że są to ciekawe miejsca nieoblegane przez autokary wycieczkowe pełne niemieckich/francuskich emerytów, bowiem dostać się tam można drogami szutrowymi lub nawet bezdrożami pustynnymi.

Fort Bou Jerif - to tak naprawdę 2 rzeczy. Po pierwsze są tu ruiny dawnego garnizonu wojsk francuskich z początku XX wieku (przypominający bardziej siedzibę oddziału legii cudzoziemskiej – z filmu „Jak rozpętałem II wojnę światową”) usytuowane przy pustynnej oazie w środku niczego. Po drugie, jest tu dobrze zorganizowany punkt wypoczynkowy z opcją noclegową z basenem, który był bazą jednego z odcinków specjalnych rajdu Heroes Legend Dakar 2012.

18 maroko 03

Plage Blanche – to kilkudziesięciokilometrowa piaszczysta plaża oddzielająca ocean od suchej kamienistej pustyni. Nas interesuje wydma, nad którą można wykonać „przeloty” ponad 100km. Niestety urywało łeb (mimo obiecujących prognoz).

18 maroko 04

18 maroko 05Gościna u Berberów – przejeżdżając bezdrożami pustynnymi zatrzymaliśmy się przy „zagrodzie” rodziny, jak sami siebie określają – „sahara people”. Z uwagi na brak wody na pustyni, Berberowie mają zwyczaj (graniczący z obowiązkiem) goszczenia wędrowców – jedyną w swoim rodzaju herbatą. Jest to specjał marokański, o którym później.

Legzira Beach – plaża z widokami zapierającymi dech w piersiach za sprawą czerwonych łuków skalnych wychodzących prostopadle od klifu w ocean. Kiedyś było ich więcej, ale kilka lat temu jeden z nich się zawalił. Radzę się więc się spieszyć aby je obejrzeć, bo mogą zniknąć pozostałe ;-). Na łukami można latać (co zresztą nam się udało - patrz nizej).

18 maroko 06

Lokalna manufaktura oleju arganowego (znanego od wieków jako eliksir młodości, z tego względu nazywanego płynnym złotem Maroka) – klimatyczna kooperatywa, w której wyłącznie kobiety produkują olej arganowy, zarówno spożywczy jak i kosmetyczny. Damska część ekipy nie mogła się oprzeć zakupom w sklepiku firmowym.

18 maroko 07 Daktylowa oaza – w środku pustyni. Niesamowite jak punktowa obecność wody przyciąga plantatorów palm daktylowych. No ale woda to życie, więc nie ma się czemu dziwić w tak suchym miejscu jak pustynia. Zwiedziliśmy jeszcze dwa inne ciekawe miejsca wodne: wodospad w dziurze w ziemi, gorące źródło z wodą siarczkową i coś w rodzaju gejzerów (dziury w skalnym brzegu, przez które tryskają fale oceanu).

18 maroko 08

Szkoła koraniczna gdzie kształcą się wyznawcy Allaha, w przepięknych górskich okolicznościach przyrody. Podziwiamy miejsce pozostając w nadziei, że nie jest to kuźnia zamachowców.

18 maroko 09

Kanion Amtoudi – tu urządziliśmy sobie kilkugodzinny treking po dnie kanionu z wejściem na krawędź tego 800 metrowego koryta wyżłobionego przez rzekę w górach Antyatlasu.

18 maroko 10

Wioska Ilmil na wysokości ok 1700 m n.p.m. skąd wyruszają wyprawy na szczyt najwyższego szczytu Maroka w górach Atlasu Wysokiego czyli Jbel Toubkal 4167m n.p.m.

18 maroko 11

Miasta Tiznit, Guelmin i Marakesz. O ile dwa pierwsze to typowe miasteczka, o których nie ma potrzeby się rozpisywać, o tyle Marakesz to już perełka. Od jego nazwy pochodzi nazwa kraju Maroko. Być w Maroko i nie widzieć Marakeszu - to się nie godzi.

18 maroko 12  18 maroko 13  18 maroko 14

Latanie

W tym rejonie Maroka można latać na żaglu, na klifach nadoceanicznych lub na pasmach ok. 300-metrowych wzgórz oddalonych o kilka kilometrów od linii brzegowej, lub w termice w górach Antyaatlasu lub Atlasu. Trafiliśmy w fajną pogodę, która pozwoliła na latanie prawie każdego dnia.
Pokrótce opiszę miejscówki.

W Sidi Ifni mieliśmy do dyspozycji 3 startowiska – górskie „spod anten” oraz klifowe z „promenady” lub „spod śmietnika” z możliwością konwersacji w czasie lotu z ekipą siedzącą na tarasie naszego hotelu.

18 maroko 15  18 maroko 16  18 maroko 17

Sidi Ouarzeg – startowisko dolne z klifu, oraz górne zwane przez Bojana „Kaktusenberg”, gdyż ponoć zostało przygotowane przez Polaków w porozumieniu z właścicielami plantacji opuncji. Aby się do niego dostać z miejsca gdzie zostawiamy auta trzeba się przedzierać przez wielkie pole kaktusowe. Nie dajcie się przewiać bo po lądowaniu czekać was będzie wielogodzinne wyciąganie kolców opuncji z... zależy jaką częścią ciała przyziemicie.

 18 maroko 18  18 maroko 19  18 maroko 20

Legzira – startowisko górne i klifowe. To jedno z bardziej malowniczych miejscówek żaglowych jakie dane mi było oblatać. Oczywiście chodzi o możliwość bujania się nad słynnymi łukami, o których pisałem już wcześniej.

 18 maroko 21  18 maroko 22  18 maroko 23

Nigel's Place wraz z konkurencyjnym Nid d'Aigle – dwa profesjonalnie przygotowane, a co za tym idzie płatne startowiska na wzgórzu kilka kilometrów od brzegu oceanu. Warto zobaczyć nawierzchnię z jakiej można tu wystartować. Opłata dzienna 30 dirhamów czyli około 13 złotych.

18 maroko 24  18 maroko 25  18 maroko 26

Aglou Beach – to kolejne urzekające widokiem miejsce ze startem z klifu. Jest bardzo popularne przez co bywa tu naprawdę dużo paralotniarzy. Podczas naszego latania przyszedł front i szkwaliste porywy wiatru spowodowały, że dwóch z nas lądowało daleko w lądzie.

18 maroko 27  18 maroko 28  18 maroko 29

Obejrzałem jeszcze jedno miejsce do latania, w górach Atlas. Nazywa się Tiz'n Test i znajduje się na 2430 m n.p.m. Niestety mogłem się tylko obejść smakiem, gdyż w kilkanaście minut od momentu, gdy powiedziałem „da się wystartować” rozwiało się i zasklepiło chmurami nad naszymi głowami. Miejsce z potencjałem na prawdziwe górskie latanie termiczne.

18 maroko 30

Kuchnia marokańska

18 maroko 31Nasze podstawowe a zarazem typowe dla tego regionu posiłki to: tajin (czyt. tażin) – podgrzewanie na grilu w specjalnym naczyniu glinianym mięso (dowolne - od baraniny po ryby i owoce morza) z warzywami i przyprawami, kuskus – kasza z warzywami, zupa harira – na bazie roślin strączkowych (ciecierzyca, soczewica itp.), a do picia morrocan tea – czyli zielona herbata z blaszanego czajniczka podawana ze świeżą miętą i kostką lub bryłą cukru.

Motoryzacja

Zwykle podczas dalekich podróży lubię obserwować ulice – czym przemieszczają się lokalesi. W Maroku dominuje francuska motoryzacja w wieku 0-50 lat – peugeot, renault (dacia), citroen. Pikapy to głównie starsze japońce. Ale najbardziej przypadły mi do gustu zabytkowe z naszego punktu widzenia landrovery poruszające się po bezdrożach pustyni. Nam towarzyszyły wykorzystywane off-roadowo dacie logan.

18 maroko 32

Podsumowując, 8 lotnych dni plus dużo zwiedzania równa się fajny urlop i radość na strzaskanych listopadowym słońcem twarzach.
Aneta się nie nudziła, ja polatałem i wspólnie pozwiedzaliśmy dziką niekomercyjną południową część Maroka. Warto było, polecam!